Z Endomondo na Facebooka

We wpisie „Aplikacje do biegania a dane osobowe” poruszyłem kilka kwestii dotyczących prawnych aspektów aplikacji mobilnych wspierających biegaczy.

Wskazałem tam, że jest różnica prawna czy zebrane informacje o biegu i biegaczu są tylko w telefonie, czy też trafiają na zewnętrzny serwer właściciela danej apki.

A co zatem z sytuacjami, kiedy biegacz wrzuca na Facebooka wyniki swojego biegu (ewentualnie również inne dane). Jeśli traktować te dane jako dane wrażliwe, to w takiej sytuacji dopuszczalne może być przetwarzanie tych informacji, nawet bez zgody, w oparciu o art. 27 ust. 2 pkt 8 ustawy o ochronie danych osobowych. Zgodnie z tym przypisem przetwarzanie wrażliwych danych osobowych jest dopuszczalne, jeżeli przetwarzanie dotyczy danych, które zostały podane do wiadomości publicznej przez osobę, której dane dotyczą. Takim podaniem do publicznej wiadomości jest właśnie zamieszczenia informacji na Facebooku. Trudno o dalej posunięte podanie do publicznej wiadomości.

Gdzie jest Facebook?

Lokalizacja przestrzenna portali społecznościowych może mieć istotne znaczenie prawnie, ale czasami może nie odgrywać żadnej roli. Oczywiście, odpowiedzią na pytanie o lokalizację portalu nie jest wskazanie, że „znajduje się w Internecie”. Internet nie jest przestrzenią w rozumieniu prawa. W świetle prawa, zdarzenie prawne ma miejsce przykładowo w Warszawie lub Nowym Jorku, albo szerzej: Polsce lub USA. Dlatego wszystko co się dzieje w Internecie trzeba przyporządkować konkretnemu (rzeczywistemu) miejscu. Nie jest to łatwe zadanie. Od razu wskazać należy, że miejsce położenia serwera, czyli to miejsce, gdzie faktycznie przetwarzane są dane, niekoniecznie musi mieć znaczenie dla prawa (najczęściej nie będzie miało lub pełnić będzie jedyne pomocniczą rolę).

Odróżnić należy jednak dwa rodzaje stosunków prawnych związanych z portalami społecznościowymi (kryterium podziału jest układ podmiotowy):

  1. te zachodzące pomiędzy „właścicielem” portalu a internautami i innymi osobami,
  2. oraz stosunki prawne pomiędzy dwoma internautami lub innymi osobami, którzy wybrali portal jako sposób komunikacji.

Dwa przykłady na powyższe rozróżnienie:

  • taka sytuacja: aukcja na portalu aukcyjnym – jeden stosunek prawny prawny to stosunek pomiędzy sprzedającym i portalem, a drugi to pomiędzy sprzedającym i kupującym,
  • oraz taka sytuacja: obraźliwy komentarz pod artykułem w gazecie internetowej – jeden stosunek prawny zachodzi pomiędzy autorem komentarza i obrażonym, a drugi pomiędzy tą gazetą internetową i obrażonym.

Nie zawsze zatem strona stosunku prawnego jest portal. Nie ma wtedy znaczenia gdzie znajduje się dana witryna internetowa, przykładowo w jakim państwie ma siedzibę podmiot ją prowadzący. Jednak kiedy stroną stosunku prawnego jest portal, wtedy najczęściej będzie konieczne dokonanie lokalizacji przestrzennej zdarzenia prawnego. Każda dziedzina prawa (np. prawo cywilne lub prawo karne) ma swoje przepisy, które regulują takie kwestie. Nie ma jednej zasady, która wskazywałaby gdzie jest Facebook. Czasami istotna będzie siedziba podmiotu prowadzącego portal, a czasami jedynie miejsce gdzie nastąpiły skutki zdarzenia lub miejsce, w którym wystąpiły przyczyny prowadzące do negatywnych zjawisk.

Kiedy zdjęcie jest utworem fotograficznym?

Już samo postawienie pytania jak w tytule ukazuje, że nie każde zdjęcie jest utworem fortograficznym. Tym samym nie każde zdjęcie jest chronione przez prawo autorskie. Może być tak, że komuś kto zrobił zdjęcie nie będą przesługiwały żadne prawa autorskie. J

akie zatem cechy musi mieć zdjęcie, aby było utorem, a tym smaym było chronione przez prawo autorskie? Na wstępie napiszę, że nie chodzi tutaj o dopełnienie jakichkolwiek formalności. Zdjęcie nie staje się utoworem fotograficznym przez to, że zostało gdzieś zarejestrowane, albo udekorowane znaczkiem wskazującym na ochronę autorską. Zdjęcie jest utoworem, jest ma cechy utworu, czyli:

  • jest przejawem działalności twórczej,
  • a nadto ta działalność twórcza ma indywidualny charakter.

Są to dość ogólne kryteria, stąd nierzadko nie będzie w pełni jasne kiedy zdjęcie jest, a kiedy nie jest utworem. Można jednak posłużyć się takim przykładem. Jeśli ktoś zrobi zwykłe zdjęcie długopisowi, ale też każdy inny kto robiłby zdjęcie temu długopisowi, zrobiłby dokładnie takie samo zdjęcie, to nie byłoby wtedy ani cech twórczych, ani indywidulanyh. Nie wyklucza to jednak, że ktoś tak zrobi to zdjęcie (np. doda oświetlenie lub tło), że będzie ono już miało cechy twórcze.

Zdjęcia krajobrazu na Instagramie

Jeśli robimy zdjęcia na tle naturalnego krajobrazu lub po prostu na zdjęciu ma być tylko krajobraz, to nie ma to znaczenia dla prawa autorskiego. Problem zaczyna się jeśli otaczają nas różnego rodzaju utwory, zwłaszcza budynki (utwory architektoniczne), tzw. mała architektura (też utwory architekniczne), a tym bardziej publicznie wystawione rzeźby i instalacje artystyczne. Oczywiście coś co wygląda z pozoru jako naturalne, również może być utworem, np. ogród. Aby być uprawnionym do zamieszczania na Instgramie zdjęć na takim, musi istnieć konktretny przepis prawa autorskiego, który to umożliwia. Takim przepisami są regulacje dotyczące tzw. prawa wolności panoramy lub krócej: prawa panoramy.

Nie jest tak, że jeśli coś jest publicznie dostępne, to można dowolnie rozpowszechniać fotogrofie zrobione temu miejscu. Rozpowszechniać można tylko zgodnie z prawem panoramy.

Zgodnie z obecnym brzmieniem art. 33 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych jeśli mamy do czynienia z utworami wystawionymi na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach (czyli np. rzeżba wystawiona na chodniku), to wolno je nieodpłatnie rozpowszechniać, jednak nie do tego samego użytku (wracając do przykładu: można zatem zamieścić na Insta zdjęcie takiej rzeźby, ale pod warunkiem, że jasno widać, iż to zdjęcie rzeźby stojącej na chodniku).

Z kolei w przypadku utworów wystawionych w publicznie dostępnych zbiorach, takich jak muzea, galerie, sale wystawowe (przykład: tym razem rzeźba jest w środku budynku, a nie na ulicy), to wolno je nieodpłatnie rozpowszechniać pod dwoma warunkami:

  • rozpowszechnienie następuje w katalogach i w wydawnictwach publikowanych dla promocji tych utworów, a także w sprawozdaniach o aktualnych wydarzeniach w prasie i telewizji,
  • rozpowszechnienie jest uzasadnione wyłącznie celem informacyjnym.

Planowane są zmiany legislacyjne w przedmiotowym zakresie. W ich myśl wolno będzie korzystać z utworów w celu reklamy publicznie dostępnej wystawy lub publicznej sprzedaży utworów, w zakresie uzasadnionym promocją tej wystawy lub sprzedaży, ale z wyłączeniem innego handlowego wykorzystania. Korzystanie, o którym mowa powyżej, dotyczyć ma w szczególności publicznie dostępnych wystaw w muzeach, galeriach, salach wystawowych i obejmować korzystanie z utworów w ogłoszeniach, katalogach i innych materiałach rozpowszechnianych dla promocji wystawy lub sprzedaży oraz wystawienie lub inne udostępnianie egzemplarzy utworów dla tych celów.

Na koniec jedna ważna rzecz: to że ktoś zrobił zdjęcie korzystając z prawa  panoramy, to wcale nie znaczy, iż inni mogą z tego zdjęcia korzystać. Zrobione zdjęcie jest z zasady utworem i ten kto je zrobił ma do niego prawa autorskie. Wyjaśniając to na przykładzie. Jeśli ktoś zrobił widoku ulicy Marszałkowskiej w Warszawie i korzystając z prawa wolności panoramy zamieścił to zdjęcie na Instagramie, to wcale nie znaczy, że ktoś inny może to zdjęcie skopiować i zamieścić na swoim Facebooku jako własne. Jeśli ktoś potrzebuje zdjęcia ul. Marszałkowskiej, ponieważ chce nim przyozdobić swoją stronę w Internecie, to powinnien albo kupić takie zdjęcie (lub otrzymać w darowiźnie), albo pojechać i sam je zrobić. Innego wyjścia nie ma.

Wrażliwe dane osobowe

Tegoroczne zmiany w ustawie o ochronie danych osobowych  wzmocniły rolę Administratora Bezpieczeństwa Informacji (ABI). Powołanie ABI jest o tyle korzystne, że wtedy nie trzeba rejestrować u GIODO zbiorów danych osobowych, lecz to ABI prowadzi „własny” rejestr takich zbiorów danych osobowych. Nie jest to jednak całkowita prawda. Nie zawsze powołanie ABI zwalnia z obowiązku zgłoszenia zbiorów danych osobowych do GIODO. Wyjątek ten dotyczy tzw. danych wrażliwych (danych sensytywnych), a konkretnie tych wskazanych w art. 27 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych.

Danymi wrażliwymi są zatem dane o:

  • pochodzeniu rasowym lub etnicznym,
  • poglądach politycznych,
  • przekonaniach religijnych lub filozoficznych,
  • przynależności wyznaniowej, partyjnej lub związkowej,
  • stanie zdrowia,
  • kodzie genetycznym,
  • nałogach,
  • życiu seksualnym
  • skazaniach, orzeczeniach o ukaraniu i mandatach karnych, a także innych orzeczeniach wydanych w postępowaniu sądowym lub administracyjnym.

Zbiór jakichkolwiek z powyższych danych osobowych trzeba zgłosić do GIODO, nawet jeśli został powołany Administrator Bezpieczeństwa Informacji (ABI).

Powyższy zbiór danych ma istotne znaczenie dla rodzącego się rynku aplikacji, głównie o charakterze zdrowotnych. Konieczność zgłoszenia takich danych do GIODO stanowi tylko jeden z wielu problemów dla świata technologii. Zresztą problem chyba najmniejszy. Więcej napiszę w kolejnym (jutrzejszym) wpisie poświęconym w całości właśnie aplikacjom zdrowotnym w kontekście przetwarzania danych osobowych.

Portale społecznościowe jako przykład freemium

W poprzednim wpisie poruszyłem problematykę mikropłatności. Dochodzę do wniosku, że portale społecznościowe są chyba najefektywniejszym przykładem freemium oraz mikropłatności. Z jednej strony zdecydowana większość osób korzysta z tych portali bezpłatnie. Z drugiej zaś strony jest tam masę reklam, za które przecież ktoś płaci (konkretnie: płacą niektórzy użytkownicy tych portali). Co więcej jest tam mnóstwo zachęt, aby wykupić reklamę swoich postów. Pomijam już tutaj fakt, że portale społecznościowe są dość dobrą platformą do dystrybucji gier typu freemium.

Zresztą, czy w Internecie coś nie jest freemium?