Orwell w Internecie

Z przyrównania świata przedstawionego przez George Orwell w powieści „1984” do współczesnej przestrzeni internetowej nie wynikają zbyt optymistyczne wnioski. Co gorsza, trzeba uwzględnić, że wizja świata, z którą utożsamia się potocznie „1984” dotyczyła niewielkiej części społeczeństwa Oceanii. Powiązanie zaś współczesnej cywilizacji z Internetem jest coraz większe (warto choćby przywołać społeczno-polityczną rolę Facebooka). Zasięg pewnych niepokojących zjawisk w cyberprzestrzeni może zatem być większy niż w orwellowskiej Oceanii.

Wielki Brat Patrzy

Zaryzykuję tezę, że przestrzeń wirtualna wydaje się być wręcz zbudowana w oparciu o te same założenie co Oceania. Pomijam nawet odwołanie się do oczywistego skojarzenia z hasłem „Wielki Brat Patrzy”. To że czynności internautów mogą być monitorowane (i są) jest powszechnienie wiadome. Zresztą co chwilę spotykać można się w Internecie z żądaniem wyrażenia zgody lub innej formy akceptacji takiego permanentnego śledzenia (co najcześciej wiąże się z zagadnieniem cookies). Znów nawiązać można do Facebooka, z którego nawet każdy użytkownik może pobrać historię swojej aktywności.

Nowomowa

Niezmiernie ciekawym wątkiem orwellowskiego świata jest tworzenie w ramach nowomowy różnych skrótów. Spełnia to w Oceanii różne cele, ale generalnie służył po prostu dezorientacji. Niestety w przypadku niektórych obecnych regulacji prawnych związanych z Internetem (bezpośrednio lub pośrednio) jest podobnie.

Za przykład może posłużyć sytuacja wokół unijnego rozporządzenia dotyczącego ochrony danych osobowych, o którym ostatnio jest „głośno”. Zazwyczaj się nim straszy, przy jednoczesnej konkretyzacji faktów sprowadzającej się jedynie do ogólnego stwierdzenia, że będą nowe obowiązki i wysokie kary. Robi się to w sytuacji kiedy nie jest jeszcze znana ostateczna wersja polskiego prawa w tym zakresie, a zatem przy braku całokształtu legislacji.

Jednak nie o to straszenie samo w sobie mi chodzi, ale o to, że króluje skrót „RODO”.

Obecnie zatem jest tak, że jak się słyszy RODO, to już każdy wie, że mają być „jakieś” obowiązki i „jakieś” kary. Choć jestem przekonany, że jednak wiedza o tym czym w ogóle jest przetwarzanie danych osobowych (i o co chodzi z ochroną danych osobowych) jest dość ograniczona. Zapewne sporo osób wciąż utożsamia ochronę danych osobowych z ochroną dóbr osobistych.

Co jednak najważniejsze, doszło do powiązania RODO jako pewnego oznaczenia, można powiedzieć tworu nowomowy, z obawami i strachem. A czasami z nadzieją na lepsze. Czyli typowy Orwell. Może kwestia nowomowy to banał w świetle innych kwestii internetowych, ale za to wymowny:)

Orwell i social media

Najciekawszym jednak zjawiskiem w zakresie analizy Orwella w Internecie są social media. Nie chodzi tylko o dwukrotnie wcześniej przywoływanego Facebooka, ale o wszelkie ich postacie. Pomijam znowu oczywistości, że to pochłaniacze czasu, czy inaczej ujmując, stali towarzysze codziennego życia, choć są to kwestie podstawowe.

Niepokojące jest przede wszystkim sterowanie przekazem, czyli selekcja informacji. Znów pomijam okoliczność, że najcześciej wiąże się to z „treściami sponsorowanymi”. Ogólnie coraz częściej jak myślę o social media, to nasuwają mi się skojarzenia z orwellowskimi teleekranami. W szczególności wskazuje na to ich wszędobylstwo.