E-doręczenia pism urzędowych

W poprzednim wpisie wspomniałem o elektronicznych doręczeniach jako jednym z kluczowych elementów, który powinien towarzyszyć ustanowieniu elektronicznych sędziów.  E-doręczenia to jednak element, które może zostać wdrożony niezależnie. Nawet nie tyle może, co powinien, ponieważ tradycyjny model doręczeń budzi obecnie liczne kontrowersje.

Pomimo ogromnego postępu w zakresie komunikacji w ostatnich latach urzędy i sądy stosują co do zasady metody komunikacyjne takie same jak wieki temu. Metody te, a właściwie jedna metoda – wysłanie papierowego listu pocztą – sama w sobie nie jest jednak ani zła, ani nawet nie jest przestarzała. Problemy powstają wskutek posługiwania się papierowymi doręczeniami w warunkach znacznej mobilności ludzi i w szeroki zakresie (zbyt szerokim) opierania się na „fikcji doręczenia” (czyli uznawaniu doręczenia za wywołujące skutki prawne po podwójnym awizowaniu). Szczególnie posługiwanie się fikcją doręczenia wydaje się całkowicie nieuzasadnione w kontekście wielu możliwych kanałów komunikacji.

Fikcja doręczenia

Krótko ujmując, doręczenie pocztowe ma sens, gdy jest pewność, że odbiorca rzeczywiście przebywa pod wskazanym adresem. A co do tego w obecnych czasach pewności nigdy nie ma. Wyjaśnię na marginesie, że z punktu widzenia procedur sądowych adres zameldowania nie odgrywa istotnej roli. Kluczowym jest rzeczywisty adres zamieszkania.

Jednocześnie rażące jest przyjmowanie „fikcji doręczenia” w sytuacji ciągłej dostępności danej osoby online. W efekcie wychodzi często tak, że sąd lub urząd zadowala się „fikcją doręczenia” i podejmuje dalsze czynności w sprawie bez wiedzy adresata, pomimo że ten potencjalny adres był na wyciągnięcie ręki w Internecie. W takim stanie rzeczy gloryfikowanie doręczeń papierowych jako niby „najbezpieczniejszych” jest pozbawione sensu. E-doręczenia mają nadto to do siebie, że relatywnie niewielkim kosztem można podejmować wiele prób i kierować przesyłkę wieloma kanałami jednocześnie.

Tematyka nie jest nowa. W 2014 r. napisałem na ten temat artykuł prasowy do Gazety Prawnej. Miał wymowny tytuł: „Doręczenia sądowe: Lepiej otrzymać pismo przez Facebooka niż wcale.

Obecne uregulowania e-doręczeń

Choć obowiązujące przepisy dopuszczają posługiwanie się e-doręczeniami (m.in. poprzez ePUAP lub inne specjalne system teleinformatyczne), to jednak istnieje jeszcze niemałe pole do dalszych modernizacji. W szczególności aktualne rozwiązania w zakresie e-doręczeń najczęściej mają charakter szczególny. Traktowane są jako wyjątki od zasady jaką jest doręczenie papierowe poprzez pocztę. Wyjaśniam, że akcentuję w tym wpisie wykorzystywanie poczty i przesyłki na adres zamieszkania, gdyż taką, w zdecydowanej większości przypadków, formę przybierają tradycyjne doręczenia. Choćby doręczenie na adres miejsca pracy jest rzadko spotykane.

Odnośnie do aktualnych uregulowań warto jedynie wskazać tytułem przykładu na nowy przepis art. 149[1] k.p.c. Od razu zaznaczam, że ma on bardzo wąski zakres zastosowania, gdyż dotyczy jedynie wezwań. Hipotetycznie stwarza jednak możliwość częstego wykorzystywania (w takim zakresie zastoswania), ponieważ odstąpienie od tradycyjnych doręczeń uzależnia od „niezbędności dla szybszego rozpoznania sprawy”. Przede wszystkim, co jest ogromnym plusem, pozwala ogólnie stosować sposób uznany za najbardziej celowy. W takim ujęciu wskazany przepis powinien stanowić wzór dla dalszych wdrożeń e-doręczeń.

Jakie e-doręczenia?

Nowy model doręczeń powinnien być tak skonstuowany, aby ukierunkwoany była na rzeczywiste doręczenie. Wykorzystane mogłyby być jakiekolwiek sposoby, byleby były skuteczne. Mogły to być zarówno „poważne” kanały komunikacji, jak i takie, które nie zawsze za poważne są uznawana. Jeśli wiadomym jest, że adresat używa codziennie Facebooka lub Snapa (gdyż stale zamieszcza tam posty), to trzeba tam skierować doręczenie.

Czynności doręczeniowe organ publiczny powinien podejmować do skutku, a nie zadowalać się podwójnym awizowaniem i przyjmować fikcję doręczenia. Choć rezygnacja z łatwego rozwiązania jakim jest stosowanie fikcji doręczenia może przejściowo obniżyć efektywność, to jednak wydaje się, że w dłuższej perspektywie efektywnośc wcale nie musi zmaleć. Trudno przy tym porównywać efektywność doręczeń przy fikcji doręczeni i bez jej wykorzystywania. Stosowanie fikcji doręczenia oznacza przecież zerową skuteczność doręczenia, a o efektywności można jedynie mówić w takiej sytuacji, że dzięki temu postępowanie toczy się sprawniej, a nie tylko szybciej wskutek nieprzejmowania się kwestią skuteczności doręczenia.

E-doręczenia niekoniecznie muszą wyprzeć tradycyjne doręczenia w danej sprawie. Można sobie wyobrazić taki wariant, że organ publiczny zastosuje e-doręczenie obok zwykłego doręczenia. Zwłaszcza zaś postulować należałoby stworzenie takiego prawa w przyszłości, aby przed przyjęciem fikcji doręczenia przez organ publiczny był on zobligowany poszukać kontaktu do adresata w Internecie.